środa, 1 sierpnia 2012

Janusz Korczak

Pamiętam dokładnie kiedy pierwszy raz usłyszałam o Korczaku. A raczej - przeczytałam. W jednej z części "Jeżycjady" Małgorzaty Musierowicz, przeczytanej przeze mnie wiele razy "Idzie Sierpniowej". Znacie tę rudą wariatkę? Boska jest, charakterna. Scena w której reaguje na bicie dziecka krzycząc na "grubego, spoconego trzydziestolatka o bladej twarzy" i szarpiąc go za łokieć "Niech go pan lepiej puści, bo zawołam milicjanta." zrobiła na mnie spore wrażenie. Ida tłumaczyła spoconemu 
Proszę pana (...) Rozumiem pański ból. Ale bić dziecka po głowie jednak nie należy. Czy pan wie w ogóle, co Janusz Korczak pisał na ten temat? "Uderzyć dziecko niekarne, to uderzyć gorączkującego w malignie. To nie operacja, a gwałt i chamstwo". Tak proszę pana. Bije pan bezbronnego, proszę pana. Powtarzam panu, to gwałt i chamstwo.*

Nie bardzo wiedziałam pacholęciem będąc, kto zacz ten Korczak, ale zainteresowałam się. Zapytałam w domu i dostałam standardową opowieść o opiekunie dzieci, który mógł się uratować, ale poszedł z wychowankami na śmierć. Kiedy jest się dzieckiem, to takie informacje mają moc młota pneumatycznego. Zastanawiałam się, jak to, poszedł z dziećmi na śmierć? Ale dlaczego one były tylko z nim? Jak to? W domu na półce stał album ze zdjęciami z getta warszawskiego, bardzo drastycznymi. Oglądałam go, potem nie mogłam zasnąć, a widok chudych ciałek nakładał mi się w głowie z wizją pochodu dzieci za ich nauczycielem. To było moje pierwsze spotkanie z Januszem Korczakiem.

Stopniowo, dorastając, dowiadywałam się więcej. Pojawił się "Król Maciuś Pierwszy". Czytałam o domu sierot i tej niezwykłej dziecięcej demokracji. Wydawało mi się kompletnie niesamowite wszystko to, czego dowiadywałam się o metodach Janusza Korczaka. Sama wychowana w mocno autorytarnym domu przyjmowałam to z mieszaniną zachwytu i niepokoju - to tak można? Tak się da?
Patrzyłam na jego zdjęcia i widziałam lekko ściągnięte brwi. Jaki byłeś, Stary Doktorze? Zatroskany ciągle o wychowanków? Patrzący z niepokojem w ich przyszłość? Jak ojciec, który troszczy się o swoje dzieci. Po prostu.
Może to zabrzmi banalnie i pompatycznie, ale Janusz Korczak, nie będąc nigdy centralną postacią wśród moich zainteresowań, w pewien szczególny sposób ukształtował moją wrażliwość i myślenie o miłości. Do dzieci, do bliźniego. Nie ma dzieci, są ludzie. W tym zdaniu zawiera się naprawdę wszystko. Gdyby tylko ludzie je pamiętali. 
Gdy w serwisie Dzieci Są Ważne pojawił się "Apel Twojego Dziecka" inspirowany pismami Janusza Korczaka mentalnie dodałam go do ulubionych, że tak powiem nawiązując do internetowego źródła. Wzięłam go do serca, czytałam i powtarzałam sobie. Jakie to proste, jasne i prawdziwe!

Kiedy byłam już całkiem duża dowiedziałam się o Stefanii Wilczyńskiej i Marynie Falskiej. Nikt wcześniej nie mówił mi o tym, że Korczak nie pracował sam. Nie można też mówić o jego pracy bez wspomnienia o tych dwóch kobietach. O nich też pamiętajmy.

Dziś noszę na ramieniu torbę z Domu Spotkań z Historią z cytatem z Janusza  Korczaka. Lubię ją i ten cytat. 



Do dziś się głowię nad tą postacią. I strasznie mi smutno, że tak wiele jego słów i nauk trafia w próżnię. Więcej, więcej o Korczaku w szkołach nam trzeba. Czy nie można czytać na lekcjach języka polskiego chociaż fragmentów jego pism? Albo na historii? Wiedzy o społeczeństwie? Tata Borejko miał na półce pisma Korczaka, więc Ida po nie sięgnęła i potem reagowała tak, jak reagowała. 
Coś czuję, że warto pomyśleć o takim rozwiązaniu. 

* cytat za "Ida sierpniowa", Małgorzata Musierowicz, Signum. Kraków 1992, s.137

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz.

Nie publikuję komentarzy anonimowych - proszę o podpis, link zwrotny.